17 lip 2018

:)


Czekam z uśmiechem.
Dawno nie czułem się taki szczęśliwy. I taki silny.
Śniłeś mi się, pogadaliśmy, usłyszałem to na co czekałem, wszystko było dobrze.

Już niedługo :)

14 lip 2018

Scarlett nie trans

Nie potrafię zrozumieć o co chodzi ludziom. Właśnie przeczytałem news'a, że Scarlett Johansson zrezygnowała z roli transseksualnej kobiety. Przypomniało mi się, że przecież wielka burza wynikła w całym internecie.

No bo jak to osoba nie-trans ma grać osobę trans?

BOŻE!!! Widzisz i nie grzmisz!

Jestem kompletnie zażenowany. Wkurwiony. Poirytowany. Myślałem, że film i teatr to miejsce na udawanie. Tymczasem dziś, gdy biała aktorka ma zagrać azjatkę, to jest rasizm. Ciekawe, bo gdy Jake Gyllenhaal i Heath Ledger grali gejów, to jakoś wszystko było dobrze.

Gdy aktorzy grają zabójców, to wszystko jest dobrze.

Gdy kobiety grają matki, choć w prawdziwym życiu nie mają dzieci, to wszystko jest dobrze.

O co kuwa chodzi?

No jak tak można... Ręce opadają. Czyli tak. Rolę osoby trans może zagrać osoba trans. Wszystko po to, by osoby trans miały możliwość zaistnienia na ekranie? To bardzo smutne. Gdy Eddie Redmayne zagrał kobietę, albo Glenn Close zagrała mężczyznę, to wszystko było dobrze.

Gdy facet hetero gra geja i namiętnie pokazuje miłość do mężczyzny to jest to duże aktorstwo?

Czy może większe jest wtedy, gdy gej gra geja i pokazuje namiętną miłość do drugiego mężczyzny?


Świat oszalał. A ja razem z nim. I kropka, czas ochłonąć.

Średniawo lipcowo

Jeden wpis na tydzień. Średnio. Tak jak i w pamiętniku.

Słaba częstotliwość, nie ma co. Blog to jeszcze przeżyję, ale pamiętnik? Za rok czytając swoje słowa będę narzekał, że większość myśli wylądowała w notatkach do Szaraka.

Wciąż nie jest idealnie. Między nim a mną. Jeszcze trochę nad sobą muszę popracować, ale jest dobrze. Choć momentami czuję się dziwnie, że pozbyłem się zbyt ciasnego przywiązania. Nic jednak na to nie poradzę, nawet jeśli zacznę się bać, że się za daleko odsunę. To wszystko dla niego robię, skoro inaczej nie potrafię być jego przyjacielem.

Jeszcze tylko parę dni. Nie wiem od czego zacznę rozmowę. Mam tyle myśli do przekazania. Co parę dni tłumaczę sobie, że odsunął się dla mnie. A potem wylewam na siebie szklankę z wodą, bo przecież nie jestem pępkiem świata. I niestety Szarak mógł się odsunąć nie dla mnie, ale przeze mnie. Może chociaż nie na zawsze...

W każdym razie nie ma co pierdolić, wszystko wyjdzie za te parę dni. A tymczasem muszę się uzbroić w maksymalną cierpliwość. Im bliżej tym gorzej.

Obejrzałem dziś sobie Friends with money z Jennifer Aniston i innymi znanymi twarzami. Film, który już kilka razy oglądałem. Ciężko mi go ocenić, w sumie film o niczym, tak jak zapamiętałem. Trochę mi przygasł nastrój przez niego i taki dziwny byłem.

Co poza tym? Czekam na stabilizację. Związek stabilny, przyjaźń tak sobie, praca się powoli kończy, a przynajmniej mam taką nadzieję. Chcę, żeby już było dobrze. Chcę cieszyć się moim chłopakiem, moim przyjacielem, robić to co kocham i zarabiać na tym. Jeszcze nie do końca mam na to plan. Ale przede mną kolejna próba.

5 lip 2018

Marzenia szafiarza



Właśnie zadzwoniłem do babci, zaprosić ją i dziadka na naszą rocznicową imprezkę. Bardzo jej było miło, chyba się nawet wzruszyła. Kazała pozdrowić Wybranka (czas na pseudonim dla mojego chłopaka). Więc chyba wszyscy zaproszeni już. Nie wiem, czy moja matka się zjawi, bo dziwnie brzmiała przez telefon. Nie wiem też, czy Podróżnik się zjawi, bo z nim to zawsze ciężko się dogadać, zawsze daleko chłopak jest.

***

Nie wiem, co ubrać - garnitur? Czy może bez takiej spiny i po prostu jakąś ładną koszulę? W końcu mamy wiosnę, wszystkim mówiłem, że to nie będzie spotkanie pod krawatem, żeby każdy przyszedł ubrany tak jak chce. Ale może jednak wypada. Tak czy inaczej jestem w szoku, że jeszcze rok temu nikt nic nie wiedział, nikt nie był niczego pewny. Cała rodzina tylko wymieniała spojrzenia i spostrzeżenia, zakładali się między sobą, czy jestem gejem, czy może nie. Tak samo u mojego chłopaka w końcu. I choć nie wszyscy nie zareagowali zajebiście, niektórzy potrzebowali czasu, to jednak nie żałuję. Chyba nawet byłem gotowy na przykre słowa, na odrzucenie. Dziwne, że tak dużo czasu potrzebowałem, żeby nabrać pewności siebie. Nie wychodziłem z szafy robiąc z tego święto. Ot, przyznałem się, że jestem szczęśliwy. I dodałem, że chciałbym to wspólnie uczcić. Podzielić się radością i może jakoś opowiedzieć naszą historię. Tak jak to się robi na tych rocznicowych imprezach.

***

My już na miejscu. Wybranek wygląda stylowo i seksownie. Szarak również. Ja też nie najgorzej, chusteczki mam w pogotowiu, bo pewnie rozryczę się nieraz. Choć może nie? Stoły gotowe, kwiaty ładnie wyglądają, muzyczka gra. Na rzutniku jakiś pokaz slajdów naszych erotycznych zdjęć. Żartuuuuuję :D Póki co lecą jakieś ładne zdjęcia, które znalazłem + parę moich wplecionych. Przyjechała babcia. Czas zacząć witać gości.

***

- Dziękuję w imieniu naszym i swoim za wasze przyjście. Nie tylko dlatego, że mogę się z wami podzielić moim szczęściem, ale głównie dlatego, że nie wierzyłem, że wszyscy spotkacie się w jednym miejscu. Dziękuję tym, którzy przyjechali z bliska, a także tym, którzy przyjechali z daleka. Na pewno wszyscy jesteście głodni, więc zaraz oddam mikrofon Wybrankowi, bo też chciałby powiedzieć parę słów. A zaraz potem zaczniemy ucztowanie...

***

I po wszystkim. 11 lat razem. Poświętowaliśmy. Pierwszy raz w takim gronie. Ale życie się pozmieniało. Nikt się nie pogryzł, nikt się nie upił, a wszyscy chyba dobrze się bawili. Chyba, bo ciężko to stwierdzić. Staram się nie podchodzić standardowo zbyt perfekcyjnie. Nie nakładać się zbytniego ciężaru. Jeśli coś nie wyszło idealnie, to następnym razem można to poprawić. A ostatecznie takie przecież jest życie.


---------------------------

Stwierdziłem, że sobie odpłynę w marzenia. Już dawno chciałem to zrobić. Żeby oswoić się z tym do czego chciałbym kiedyś doprowadzić. Tak jak kiedyś odpłynąłem w marzenia i "rzuciłem pracę".

Wczoraj odwiedziłem moją panią doktor i wtrąciłem coś o Wybranku, ot, taki niepozorny coming out. Wyszło to tak naturalnie, że aż jestem w szoku. W sumie już nieraz chciałem to wtrącić jak pojawiała się okazja. Ale nigdy nie miałem odwagi. Tym razem się lekko przygotowałem, szybko przeanalizowałem, czy coś mi się od tego stanie. Nic złego się nie stało. Ale jednak zrzuciłem z siebie jakiś dziwny ciężar.

Ukrywając się przez te wszystkie lata, już prawie pół życia, przeszedłem bardzo długą drogę z samoakceptacją. Wciąż robię ze swojego homoseksualizmu coś wielkiego, jakiś wielki problem, albo dziwactwo. A nic nie ma w tym dziwnego. Jestem normalny. Mieszkam sobie z Wybrankiem, żyjemy wspólnie. Wybranek nie ma cycków i długich włosów. No i ma penisa. Jedyne co w tym dziwne, to ewentualnie czyjaś reakcja.

I może to dziwnie brzmi, bo to tylko pani doktor, a nie jakaś bliska mi osoba, typu babcia czy inna ciocia. Ale tak to powinno wyglądać (a przynajmniej dla mnie, nie mówię nikomu co robić ze swoim życiem). Nie z krzykiem. Nie z flagami i tęczami. Nie z arogancją czy wielką dumną. Ot, fakt rzucony. I w sumie ma to sens. Nie powiedziałem niczego z wielkim przejęciem, więc jeśli takowe nastąpiło, to szybko zgasło, bo ja byłem spokojny.

Jest mi dobrze. Uspokoiłem się. Jestem na solidnej łódce, płynę z prądem. Jeszcze nie wiem dokąd dokładnie, bo przede mną lekko oślepiające słońce. Ale pogoda dopisuje, więc nie martwię się na zapas. W zanadrzu mam swoją siłę, która doprowadziła mnie do tego miejsca. A za mną siedzi Wybranek z Szarakiem, którzy czy tego chcieli czy nie - pomogli mi tu dotrzeć. Komentującym też dziękuję :)

Czuję się jakbym nie potrzebował tego bloga, ale to chyba właśnie świadczy o tym, że nie przeszło mi samo z siebie, tylko to pokonałem. Jeszcze dwa tygodnie temu nie mogłem przestać myśleć, a teraz... Nie ma tych myśli. Nie rozumiem już ich. Nie wiem, czy wrócą. Wiem, że jak w końcu przegadam wszystko z Szarakiem (no i pewnie Wybrankowi należy się jakieś wyjaśnienie), to będzie ok.

1 lip 2018

Po wizycie u psychologa

Przelewałem myśli do notatki, którą zapełniam słowami jak szalony, zamiast rozpisywać się do Szaraka. Potem wybrałem się do mojego mentalnego psychologa, który doprowadził mnie do kolejnej wskazówki. Szokuje mnie to wszystko, jak wiele odpowiedzi jesteśmy w stanie sami odnaleźć. I pewnie nie odkrywam niczego nowego, bo kołczowie i inni motywujący ludzie już dawno odkryli te sekrety przed ludźmi.

Problem w tym, że jeśli ktoś powtarza, że regularny sen daje pozytywne efekty, a Ty w to nie wierzysz, to nic z tego gadania. Z regularnym snem, to było u mnie tak, że bardzo długo powtarzałem sobie, że moje nieregularne 5-8h snu jest ok. Że to tyle, na co mogę sobie pozwolić.

Przeczytałem sobie moje posty sprzed roku. Zacząłem od tego ostatniego przed tym jak poznałem Szaraka. Od tamtego momentu mój świat się kręci bardziej wokół niego niż wokół innych tematów. Mniej więcej, zależy od dnia :D Zobaczyłem też, że rok temu w lato pożegnałem się z blogowaniem, a potem, jak gdyby nigdy nic - wróciłem do pisania :D

Cieszę się, że kolejne dni mijają, a ja sobie radzę ze sobą. Powoli rzeczywiście docieram do sedna moich problemów. I sam nie wiem, czy się tego spodziewałem. Gdy rok temu kładłem się spać z Szarakiem, całowałem go na dobranoc i obaj nie wiedzieliśmy, co będzie dalej. Ale wakacyjne romanse kończą się na trzy sposoby. Uczestnicy romansu przekształcają go w coś więcej, przechodzą do codzienności i kończą romans, albo tak jak było w tym przypadku - kończą z niedosytem i nie mogą sobie poradzić z uczuciami.

I owszem, można było tego uniknąć. Można było nie całować przyjaciela, nie zbliżać się do niego tak bardzo, za bardzo. Ale było nam dobrze w trójkę, ja byłem w niebie. Obaj z chłopakiem myśleliśmy, że może wyniknie z tego poważna sprawa. I kto wie, może jeszcze kiedyś się okaże, że tak będzie. Miłość i związki to skomplikowane sprawy. Nie ma tu miejsca na deklaracje, uczucia same się wynurzają na powierzchnię. I mimo tej wyboistej drogi, niczym nasze polskie ulice, to jakoś jedziemy wciąż tym jednym samochodem. Może nie jest tak samo jak rok temu. Ale mało co w życiu pozostaje takie samo. Jedyne co pozostaje stałe to to, że miłość jest dla mnie najważniejsza. Ważniejsza niż wszystko inne i będę się jej trzymał, nigdy nie puszczę.

Nawet jeśli po drodzę cierpię przez swoje nadmierne przywiązanie. Jak widać, z tym sobie można poradzić.

Udanego lipca :)