22 kwi 2018

Popaprany, ale szczęśliwy

Ostatnio stwierdzam, że jestem popaprany. Popierdolony. Popieprzony. Jak kto woli.

Dorastałem w rozbitej rodzinie, rozdzierany na stronę matki, a potem na stronę ojca. I tak w kółko. Potem były jakieś nieprzyjemne historie w gimnazjum - wiadomo, dzieciaki dorastają na różne sposoby. Zasady, wychowanie, to wszystko mnie ukształtowało.

A dziś jestem sobą, nieokreślonym, wciąż błądzącym mężczyzną. Niby 27 lat, a momentami czuję się jakbym miał 17. Wciąż siedzi we mnie niepewność, wciąż pracuję nad swoim charakterem. Analizuję siebie, swoje zachowanie i przyczyny moich decyzji.

Analizom nie ma końca, wnioski pozostają nieostateczne. I tak o, mija mi czas. Zapominam, że mogę być smutny i słaby. Nawet wtedy nie myślę o sobie, nie sięgam po pomoc, tylko się zamęczam, żeby być silnym.

Moja przygoda z Grindrem się zakończyła. Poznałem 3 osoby, z którymi przeniosłem kontakt poza tą gejowską aplikację. Ostatnią osobą jest nowy kolega, z którym widziałem się już 2 razy. Młody, mądry, zabawny. Oczy bardzo ładne, a w słońcu jeszcze piękniejsze. Spotkania bardzo fajne, nie jestem jakoś zauroczony bardzo jego osobą, więc dobrze. Widzę wady, widzę zalety, póki co jest spoko. Za pierwszym razem dużo gadał, więc przeszło mi przez myśl, żeby pocałować go, to by się zamknął na chwilę :D Ostatecznie tego nie zrobiłem. I mimo, że mam pozwolenie mojego chłopaka, to nie chcę tego robić.

Niedługo mija 10 lat mojego związku. 10 lat życia z człowiekiem, który mnie odmienił niemal całkowicie. Gdy go poznałem, poznałem szczęście. Po drodze odrzuciłem wiele rzeczy z mojego "starego" życia. Rzeczy, ludzi, którzy już nie byli mi bliscy.

Ostatnio zapytuję sam siebie czego chcę od życia. Zapytuję o to, kim jestem, kim się stałem i czy rzeczywiście to jest to, czego chciałem.

Gadam jak połamany, wiem. Skaczę z tematu na temat. Jestem zmęczony. Za tydzień mam urlopik, dzięki majówce. Muszę gdzieś wyskoczyć, przynajmniej na parę dni. Zmienić otoczenie, zostawić komputer. Zwyczajnie odpocząć.

Ale mimo wszystkich trudności, jestem szczęśliwy. Pozornie wydaje mi się, że mniej niż kiedyś. Ale kiedyś była sielanka, były studia, wolny czas i inne wygody. Teraz jestem kochany. I kocham. I to podwójnie. Uczucia mnie przepełniają, miłość wypełnia mnie po brzegi. Minął już rok, odkąd w wokół mojego świata krążą dwa słońca. Więc nie skłamię, gdy napiszę, że nigdy nie byłem szczęśliwszy.

9 kwi 2018

Słonecznie

Okazuje się, że wystarczy chcieć. Wszystko (w granicach rozsądku) jest możliwe, przy odrobinie szczęścia i chęci. Przyjaźń kwitnie, jestem przeszczęśliwy. Słońce wyszło, ogrzało powietrze i mnie oślepiło. Naładowało mnie energią, którą chcę przekształcić w coś dużego. Za mną parę tygodni lenistwa i odpoczywania. Czas to zakończyć, bo już mnie to męczy. Potrzebuję projektu, czegoś więcej niż męczącej pracy. A, że nie pisałem tu prawie miesiąc, to też jestem w szoku :D

17 mar 2018

Redefinition pt 2

Czas przemyśleć tego bloga. I całe życie. Kiedyś robiłem sobie takie resety, zapisywałem na kartce co chcę sobie zmienić i zaczynałem "na nowo". Nie było jakichś większych efektów, ale może dorosłem? Może teraz bym potrafił? Od bloga też oczekiwałbym czegoś innego. Chciałbym być sobą. Ale nie tylko gejem, który ma jakieś tam życie w jakimś tam mieście. Chciałbym być sobą, człowiekiem z pasjami, kreatorem, który chce rozsyłać swoją pozytywną energię. Bycie gejem to przecież tylko jedna z moich nalepek. Niby tak sobie cenię to, że mogę tu pisać o moim związku, o seksie i innych przemyśleniach. Ale jednocześnie chciałbym pisać o wszystkim. Eh, życie.....

11 mar 2018

Redefinition

Gdy tu jesteś, nie myślę o problemach.
Gdy mam was obu blisko, to czuję, że mogę wszystko.
Życie ma sens.
Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Nie myślę o niczym, korzystam z weekendu, oddycham pełną piersią.

Znowu nie wiem, co będzie dalej, ale tym razem się niczym nie martwię. Jest super, będzie super. Wszystko co mnie męczy na codzień, szarość życia, która mnie przytłacza. To wszystko znika i się zaciera. Zaraz się obudzę i będę musiał sprostać temu wszystkiemu. Ale jeszcze nie dziś, więc ładuję akumulatory.

Słońce w pełni pokazało dziś swoją moc. Ciepło było bardzo i w końcu idzie wiosna. Może nie ma jej tu jeszcze na dobre, ale zimowa kurtka już niedługo przywita się z szafą :)

7 mar 2018

I po raz kolejny o kobietach

Na początku chcę zaznaczyć, że szanuję kobiety i ten post to nie jest jakiś atak w ich stronę. Kobieta czy mężczyzna - nie ma różnicy, liczy się to co ma się w głowie.

Nasz świat trzyma się w ryzach zasad, praw, tradycji i stereotypów. Od jakiegoś czasu stereotyp kobiety jako słabej jednostki, która nie jest doceniana przez resztę społeczeństwa, jakoś zaczął wszystkim i wszędzie przeszkadzać. Tu Jennifer Lawrence i inne aktorki narzekają, że zarabiają mniej niż ich koledzy z branży. Tam pojawia się Magda Gessler i inne znane kobiety mówiące o sile i niezależności kobiet, które nie są traktowane tak jak powinny. Nie zapominajmy o hasztagu metoo, który może miał mieć dobrą ideę, ale pokazał nie wiadomo co (kobiety są silne, że mówią prawdę? kobiety są słabe, bo są wykorzystywane przez mężczyzn?). A jeszcze gdzieś indziej mamy wykres z udziałem głosu aktorów i aktorek w filmach pokazujący, że ta druga grupa mówi zdecydowanie za mało w porównaniu do pierwszej.

Jestem chłopakiem, mężczyzną, facetem. Mam swoje poglądy. Mogę być uprzedzony. Znam kobiety, które są niezależne, mądre i umiem z nimi rozmawiać. Znam też takie, które są słabe, nie umieją nad sobą panować i nie wyobrażam sobie życia z nimi pod jednym dachem. Co z tego wynika?

Nic.

Nie znam kobiety, która czułaby się gorzej od swoich współpracowników. Nie widzę wokół siebie jakiejś nierówności. W pracy pracują kobiety i mężczyźni, wszyscy są traktowani tak samo. No chyba, że ktoś wyjeżdża z jakimiś stereotypowymi poglądami, że kobiety są od sprzątania czy inna taka głupota.

Stereotypy są wszędzie. I nie rozumiem o co ta cała walka. Prawo do aborcji to sprawa tylko kobiet. Jakby ojciec w żadnym przypadku się nie liczył, prawda? Jak czytam u p. Biedronia, że 500+ to za mało, że wskaźnik zatrudnienia kobiet jest najniższy, to przepraszam czyja to wina? Kobiet? Rządu? Czy jeśli małżeństwo decyduje się na dzieci i to kobieta zostaje w domu, żeby się nimi zajmować, to co jest w tym złego? Czy ktoś ją zmusza? Jeśli tak, to nie jest to wina całego świata.

Jutro dzień kobiet, parę dni temu było rozdanie Oscarów, więc też bojowe przemowy były mówione tu i tam. Women power itp. Ja naprawdę nie widzę problemu. To już mi obrzydza świat gorzej niż parady równości w Polsce, którymi na siłę chcemy wywalczyć tolerancję od mieszkańców Ciemnogrodu.

A gdzie jest dzień mężczyzn? Gdzie jest święto nas? Samców alfa, władców tego świata, ojców rodziny i innych rozpładniaczy? Żartuję teraz oczywiście, ale tak na serio gdyby nagle faceci organizowali akcje podobne do tych, które organizują kobiety, to zaraz był by krzyk, że to nie na miejscu. Że przecież mężczyźni są uprzywilejowani. Że przecież mężczyźni są silni. Że przecież to mężczyźni więcej zarabiają, to nie oni muszą rodzić dzieci, to nie oni muszą się tymi dziećmi zajmować. Nie muszą się martwić o aborcję. A w ogóle mają władzę od zawsze, mają prawo głosu i pracy od zawsze. Och jaki ten świat jest niesprawiedliwy!

Jestem ostry, ale jak narzekam na swoją pracę, bo od dwóch lat zamierzam ją zmienić, to co? Mam iść na marsz dla niezadowolonych pracowników? Mam narzekać na szefa, że nie traktuje mnie tak jakbym chciał i, że nie płaci mi kokosów za męczącą pracę? Czy może wziąć się w garść, zacisnąć dupę i zmienić pracę?

Uhhh ale się poirytowałem. Ale po to mam to miejsce, żeby wylać myśli :) Żeby nie było, że samym jadem pluję i jestem pełen negatywności, to przyznam, że cieszę się, że już środa. Coraz bliżej weekendu, a w weekend odpocznę za wszystkie czasy. Będzie mi dobrze, w najlepszym towarzystwie :)