23 paź 2018

Nirwana

Jestem zmęczony. To żadna nowość. Ten rok jest czasem olśnień i przemiany. To też nic nowego. Moje uczucia do Szaraka się stabilizują. On jest brzegiem, a ja płynę w morzu. Jestem już przy żółtej boi, mogę płynąć dalej, nie boję się, nie tracę brzegu z oczu.

Od trzech dni jestem bardzo świadomy, wręcz ponad świadomością. Nie wiem jak i dlaczego, ale osiągnąłem skupienie. Patrzę jakby na siebie z boku, widzę swoje słabości, akceptuję je i pozwalam im płynąć dalej. A zawsze myślałem, że do tego potrzebna jest medytacja.

Każdego dnia pod prysznicem towarzyszy mi energiczna muzyka, potem trochę spokojniejsza, w pracy różna, a w domu znowu spokojna. Mam parę utworów powiązanych z Szarakiem i Wybrankiem. No dobra, może bardziej z Szarakiem. Powiązanych na poziomie wspomnień i uczuć. Tak już mam z muzyką, że zapamiętuję nie tylko każdy dźwięk, ale i tk kiedy słuchałem i z jakim wspomnieniem to się wiąże - czy to wyjątkowe? Nie wiem. Słucham, doceniam naszą przyjaźń. Albo myślę o niczym. I po prostu płaczę.

Łzy lecą, bo jestem zmęczony. I szczęśliwy. Ale świadomość tego, że w końcu odpocznę dodaje mi sił. Co prawda nie wiem kiedy odpocznę, ale w listopadzie na pewno. Najpóźniej za miesiąc.

Tak więc trwam w tym stanie zdystansowania. Jestem spokojny, nie zadręczam się tym, że niektórych rzeczy nie mogę teraz zmienić. I to jest ok.

Przez wiele lat starałem się ambitnie żyć, pracować, uczyć się, być coraz lepszym. Robić coś po godzinach. Byłem młody, pełen energii, a cel był - wydawałoby się na wyciągnięcie ręki. Dziś wciąż jestem młody, zmęczony i oceniam realnie swoje szanse. Wiem, że osiągnę swoje cele. Ale nie za miesiąc, ani za rok. Za dwa, trzy lata - tak, to już bardziej prawdopodobne. Daje mi to spokój i luz, bo nie muszę każdego dnia biczować się, gdy chcę odpocząć. Nie zapominam o celach, o tym co chcę osiągnąć. Wiem, że to długotrwały proces.

I to jest prawdziwa siła moim zdaniem. Dlatego dziwnie mi się zapłakiwać, gdy czuję się szczęśliwy. A przecież bałem się, że moja euforia sprzed dwóch tygodni (gdy w końcu zrozumiałem moje uczucia do Szaraka) bałem się, że to było przedwczesne. Ale nie było. Ze mną wszystko dobrze, nie jestem zazdrosny, nie zamartwiam się za bardzo. Ba, zaczynam nabierać pewności, że ten chłopak pozostanie w mym życiu na zawsze!

Dlatego pewność siebie, to skarb. To jest ten diament w nas, który każdy powinien wyszlifować. I nigdy, przenigdy o nim nie zapominać. Nasze umysły są sprytniejsze niż świadomość. I przy odrobinie wysiłku tak wszystko zaplączą, że zapomnimy o tym, że jesteśmy coś warci. Więc nie zapominajmy.

21 paź 2018

Samotna sobota

Za mną sobota, samotna sobota. Wybranek gdzieś wyszedł na parę godzin. Szarak wybrał się na weekend do swojego bliskiego przyjaciela i pretendenta na stanowisko chłopaka. Wybranek myślał, że będę zazdrosny.

Ale nic z tych rzeczy, jejku, w końcu. W końcu zrozumiałem, że jeśli chcę miłości i czułości, to znajdę ją u Wybranka. Wiem, to brzmi strasznie. I skomplikowane.

Mam za sobą parę dni onanizmu na czaterii, jakieś cyber seksy i stwierdziłem, że nie chcę tego. Owszem, czasem trafi się ktoś ciekawy, czasem osiągnę fajną przyjemność. Z początku czułem się niepewnie, ale po kilku razach byłem już zdystansowany, pewny siebie i brałem to co chciałem dostać.

Ale to nie z Wybrankiem. Za rzadko ostatnio jesteśmy blisko i nie chcę oddawać się przyjemnościom z obcymi.

A wczoraj... Samotnie od rana. Czekałem na jakieś opowieści od Szaraka. Ostatecznie się nie doczekałem.

Jak piszesz z kimś codziennie i nagle nie możesz tego robić, bo ta osoba jest zajęta... A do tego jest dzień wolny i praca nie zajmuje Ci głowy... Zrobiło mi się smutno.

Mam tylko dwóch facetów w swoim życiu i nikogo więcej. I nie użalam się, nie liczę na pocieszenie, ani na to, że będą oni wokół mnie skakać. Tym razem byłem silny i stwierdziłem, że po prostu muszę się za siebie wziąć. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się zabrałem.

A wieczorkiem jeszcze Szarak zrobił taki miły gest...

Jestem samotny. Ale tylko czasami, gdy mam za dużo czasu. Więc wszystko idzie ku dobremu.

Kocham, jestem kochany. Jestem coraz bardziej szczęśliwy. Każdego dnia. Trochę trzeba się na to napracować, ale przynajmniej będzie trwalszy efekt.

Udanej niedzieli życzę ;)

17 paź 2018

Przemówić sztuką


Właśnie obejrzałem wideo Anny Akany. Trochę późno, bo ujrzało światło dzienne parę dni temu. Obejrzałem i się rozpłakałem w trakcie. Anna Akana to youtuberka, która stworzyła masę śmiesznych filmików. Tworzyła też serial. Ponoć szykuje album. Generalnie robi dużo kreatywnych rzeczy i się nie zatrzymuje.

Ale to co zawarła w tym filmiku jakoś do mnie przemówiło. Dostrzegłem głębię i po prostu mnie uderzyło przesłanie. Zobaczyłem w Annie siłę, taką jak ostatnio znalazłem w sobie. Napisałem do niej na Instagramie, choć zapewne tego nie odczyta, bo mając setki tysięcy followersów nie da się wszystkiego zobaczyć. Jest to bez znaczenia dla mnie.

Wczoraj dotarło do mnie, że też chcę zrobić coś takiego. Robi się dla mnie nudne pisanie do Szaraka o tym jak się zmieniłem. On nie jest odpowiednią osobą do tego. Fakt, jest moim przyjacielem. Ale moja droga przemiany i pracy nad sobą była spowodowana moimi uczuciami do niego. Chcę to jakoś opisać. Bo jestem dumny z siebie. Jestem dumny i szczęśliwy z pracy, którą wykonałem nad sobą. Jeszcze nie wiem jak to wyrazić. Bo już dużo lat minęło odkąd wykorzystywałem sztukę, żeby wyrażać swoje emocje.

15 paź 2018

Upojony szczęściem

Na stole dwa drinki. Na zegarze północ. A na dwóch krzesłach dwóch przyjaciół. Rozmowa, śmiechy, nadrabianie zaległości.
Kolejny drink. A potem kolejny. Nie ma co zostawiać wódki.

Super miło. Dawno nie piłem tak dużo. Czułem alkohol. Nie rozwiązał mi jakoś specjalnie języka. Nie zmienił mojego myślenia. Super.

Szarak jest taki szczęśliwy. Motywuje mnie to do skupienia się na sobie. Zrozumiałem, że stał się moją ucieczką.

Nadzieją na lepsze.

Oazą spokoju.

Aż za bardzo.

Im więcej myślę, im dłużej analizuję, tym lepiej widzę jak to wszystko jest poplątane i połączone między sobą. Gdy masz zły dzień w pracy i zaczynasz narzekać,a potem nie przerywasz... Dorzuć jeszcze zmęczenie i inne negatywne emocje.

Jednak jestem silny i patrzę na to z góry. Szarak napełnił mnie wielką radością. Naładował moje akumulatory. Odpoczęliśmy w trójkę, nikt nie przeszkadzał.

Niedługo zaatakujemy jakieś miasto, prawdopodobnie w trójkę. Jest super! A ta pogoda... Och, niech trwa!!!

9 paź 2018

Nowy człowiek

I co. Coś się zmieniło? Nie, to wciąż ja. Jejku, ta noc, te łzy. Moja euforia wciąż trwa.

W końcu jestem wolny, w końcu wiem co mi dolega. Napisałbym "dolegało", ale obawiam się, że za niedługo znowu pojawi się jakiś niepokój czy zazdrość.

Ale pamiętam jak to było przed przyjazdem Szaraka w lato. Wtedy, gdy trzymałem wszystko w sobie (i tutaj), gdy walczyłem ze swoimi demonami. I gdy tego jednego dnia wszystko się załamało, a po chwili był spokój. Tym razem chcę być tak samo silny, jeśli tylko będzie trzeba.

Po nocnym płakaniu nagrałem wiadomość głosową Szarakowi. Ostatnio polubiłem nagrywanie, mój głos mi się nawet podoba - co jest bardzo zaskakujące. No więc, nagrałem wiadomość. Druga to była już w kolejce do przesłuchania. Szarak przesłuchał, zapisał mi ścianę tekstu. Zapisał mi takie miłe słowa.

Achh rozpływam się. Nic się nie zmieniło. Nic prócz mojego myślenia. I nagle wszystko jest dobrze. Nagle wszystko jest stabilnie i nie boję się o nasz koniec. Fakt, różnie w życiu bywa. Ale zamiast się tego bać, korzystam, skupiam się na tym, że to trwa.

Jeszcze tylko pracę zmienić, to już w ogóle będzie super. Niedługo kolejna próba.

W niedzielę uprawiałem cyber seks. Czy tam cyberek. W każdym razie na czaterii znalazłem jakiegoś młodego chłopaczka, z którym razem odpłynęliśmy do krainy wyobraźni. Było miło, było przyjemnie, nie trwało to też szybko. Jakoś się dogadaliśmy w tym, choć było parę momentów, że nie wiedziałem, czy pisze na serio, czy w tej fantazyjnej rzeczywistości xD Ostatecznie ponoć dałem mu świetny orgazm, on mi też. A potem zniknął i nie umówiliśmy się na powtórkę.

Czegoś takiego właśnie było mi trzeba. Seksu z kimś obcym, bez obawy o HIV, wyzbytego stresu przed nieznajomym. Najlepsze, że to wszystko bez wychodzenia z łóżka :D Hehehe :D

Nie widziałem jeszcze "Kleru", sam nie wiem, czy chce mi się podążać za tłumem i to oglądać w kinie. Odwykłem od chodzenia do kina, KK przestał mnie obchodzić, a to co robi nasz rząd mam gdzieś. Więc czy jest sens? Może zamiast tego powinienem obejrzeć jakiś gejowski film w zaciszu własnego salonu?

A, no i wrzuciłem stronkę, którą przygotowałem ostatnio. Takie intro dla niewtajemniczonych w moje życie :D